niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 3

*Leon*
Zanim się obejrzałem, minęła ostatnia lekcja. Wyszedłem z klasy i udałem się do szatni. Szybko wziąłem potrzebne rzeczy i wybiegłem. Nawet nie zdążyłem się pożegnać.  Gdy już bylem przy drzwiach, usłyszałem:
- Leon! - krzyczała moja wychowawczyni. No to klapa, pomyślałem. Próbowałem uniknąć tego całego sprzątania, ale nie! Musiałem dać się złapać. Ugh!
- Tak, proszę Pani? - próbowałem wypowiedzieć te słowa z wyraźnym sarkazmem.
- Nie myśl, że zapomniałam - powiedziała ze złowrogim uśmieszkiem na twarzy. - Zapraszam do sali.
- Kurrrr - wymamrotałem pod nosem przechodząc obok tej wiedźmy.
- Słucham? - zapytała.
- Nic nic - odpowiedziałem.
W sali była już Violetta. Zbierała porozrzucane papiery z podłogi. Spojrzałem na nią, a następnie na nauczycielkę mrożącą mnie wzrokiem.
- Idź do woźnych po szczotkę i szufelkę i do roboty. Jak skończycie przyjdźcie do mnie do pokoju. Powodzenia - powiedziała i wyszła z sali trzaskając przy tym drzwiami.
- No co się na mnie patrzysz? Leć po te rzeczy! Nie chce siedzieć tutaj do końca dnia! - wkurzyła się.
- Wyluzuj. I tak dużo mnie kosztuje samo przyjście tutaj! - mówiłem obrażony niczym małe dziecko po zabraniu ulubionej zabawki.
-Przestań zachowywać się ciągle jak obrażony na cały świat chłopczyk i weź się do roboty człowieku bo marnujesz tylko mój i swój czas!! - wkurzyła się na mnie.
- Spokojnie... nie denerwuj się tak - powiedziałem.
- No to się rusz!! - krzyczała marszcząc brwi.
Poszedłem po rzeczy o których wspomniała mi wcześniej Smith. Po powrocie do sali Violetta dalej sprzątała. Zacząłem zamiatać i moją głowę zaprzątało wiele myśli. Nim się spostrzegłem zamiotłem całą podłogę. Stanąłem na środku sali i zastanawiałem się nad całym moim życiem. A dokładniej nad moim życiem 'bez rodziców'. Czasami marzy mi się aby wrócić do domu, zobaczyć na stole pyszną kolację i rodziców. Nie pamiętam już nawet kiedy ostatni raz z nimi rozmawiałem.
- (...) halooo! Leon! - ocknąłem się i zobaczyłem Violettę, która machała mi przed oczami rękami.
- Hmm? - zapytałem po 'ocknięciu'.
- Wszystko ok? - zapytała.
- Yyy tak. Trochę się zamyśliłem - powiedziałem, zgodnie z prawdą.
- Zauważyłam właśnie... - zaśmiała się - mogę wiedzieć o czym tak myślałeś?
- Mhm. Zastanawiałem się nad tym jakie to by było piękne uczucie jakbym wrócił do domu a na stole by była pyszna kolacja przygotowana dla trzech osób. Mnie, mamy i taty. Chciałbym choć raz. Jeden jedyny raz, aby byli przy mnie. Porozmawiali ze mną. Zapytali o coś. Cokolwiek! Chciałbym po prostu aby byli ze mną choć przez 5 minut - odruchowo złapałem za skrawek koszuli i zacząłem go gnieść. Violetta patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. - Czy ja na prawdę tak dużo wymagam?

*Violetta*
Nie wiedziałam co mu na to odpowiedzieć. Widziałam, że jest przygaszony i bardzo smutno mu przez obecną sytuację w domu.
- Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji, byłoby powiedzieć o tym rodzicom. Powinieneś powiedzieć im, że potrzebujesz bliskości z ich strony - próbowałam doradzić mu jak najlepiej potrafiłam.
- Powiem ci tak szczerze, że ja już się przyzwyczaiłem do takiego życia. Już mi nie zależy. Widocznie tak już było zapisane, że moje życie ma tak wyglądać. Trudno. Nie będę ubolewał... - powiedział po przemyśleniu sprawy głębiej.
- Leon, ale i tak powinieneś porozmawiać z rodzicami - odpowiedziałam.
- "Porozmawiać"?! Violetta, oni nie znają tego słowa - powiedział zdenerwowany.
- Poczekaj, na mnie moment - wybiegłam z sali i szybko na ile było to możliwe z moją kostką poszłam do pobliskiego sklepiku. Kupiłam dwa lody śmietankowe z polewą toffi. Zapłaciłam za nie i wróciłam.
- Jestem - powiedziałam i wyjęłam zza pleców dwa lody, które trzymałam w ręku - na poprawę humoru - uśmiechnęłam się szeroko.
- Dzięki - zaczął się śmiać. Po zjedzeniu wzięłam drabinę i postawiłam ją przy wysokiej szafce. Weszłam na samą górę, aby zdjąć kwiatek z doniczką. Schodząc, zwichnięta kostka odmówiła mi posłuszeństwa i się potknęłam. Doniczka spadła i się stłukła a ja odruchowo zamknęłam oczy i przygotowałam się do upadku. W ostatniej chwili poczułam jak ktoś mnie łapie. Gdy byłam już pewna, że nie spadnę otworzyłam oczy i ujrzałam Leona.
- Często chyba spadasz z różnych rzeczy, co? - zaśmiał się.
- A ty masz hobby ratowania mnie, co? - zrobiłam poważną minę.
- Możeeee... - wyraźnie przedłużył ostatnią literkę.
- Przestań to robić! - powiedziałam wkurzona po czym wyrwałam się z jego uścisku.
- Ale co? - zdziwił się.
- Nie jestem dziewczyną, którą poderwiesz jakimś swoim tandetnym tekstem, a potem rzucisz. Daruj sobie!
- O co ci chodzi?! - zapytał.
- O nic.
Od tamtej chwili żadne z nas nie wydusiło nawet jednego słowa. Nim się spostrzegliśmy zrobiło się już ciemno i późno. Poszliśmy do pani Smith do pokoju, powiedzieć że wykonaliśmy wszystko o co nas prosiła. Wyszliśmy na dwór.
- Odprowadzę Cię do domu - powiedział.
- Nie! - odpowiedziałam stanowczo, karcąc go wzrokiem.
- Jest ciemno i późno. - powiedział.
- Poradzę sobie - odparłam marszcząc brwi.
- Viol...
- Daj mi już spokój! - krzyknęłam i skierowałam się w stronę domu. Leo w ostatniej chwili zagrodził mi drogę.



- Dobrze... przepraszam za dzisiaj. Nie chciałem Cię urazić - powiedział.
- To wszystko? - zapytałam z ironią w głosie.
-  Nie rozumiem Twojego zachowania - powiedział.
- I nie musisz rozumieć. A teraz zejdź mi z drogi, bo mama mnie zabije jak zaraz nie wrócę do domu - powiedziałam.
Odsunął się i poszłam w spokoju do domu. Nie rozumiem takich facetów! Myślą, że swoim tandetnym sposobem na podryw uda im się zdobyć dziewczynę, niczym jakąś nagrodę. Na pewno nie ze mną! Jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, ale marzy mi się, aby ten pierwszy był tym jedynym, wyjątkowym...
Nim się spostrzegłam byłam już w domu. Wolnym krokiem weszłam do domu rozglądając się dookoła.
- Violetta! Gdzie byłaś tyle czasu?! - zapytała wkurzona mama.
- Musiałam zostać dłużej w szkole, mamo - powiedziała, chcąc uniknąć dążenia tematu "sprzątania sali za karę".
- Czy ty uważasz, że możesz sobie wracać do domu, kiedy i o której chcesz?! Otóż nie! Idź do siebie! - krzyczała na mnie.
Czasami zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie gdyby nie była tak surowa dla mnie. Postarała się mnie wysłuchać, pomóc, wesprzeć. W szkole zawsze dawałam z siebie wszystko, a ona i tak dalej oczekiwała ode mnie więcej. Rozumiem, że chce wychować mnie na porządną dziewczynę, ale chciałabym mieć też trochę czasu dla siebie. Zawsze gdy poznawałam jakichś fajnych ludzi, ona nie pozwalała mi się z nimi spotykać, dlatego też wszyscy się ode mnie odwracali. Trzymała mnie zawsze pod kloszem, zabraniając mi wszystkiego. Dlaczego nie może choć przez jeden dzień zachować się jak normalna mama i pozwolić mi na coś na co do tej pory mi nie pozwała? Dlaczego?
Po woli orientowałam się, że zaczynam mówić jak Leon. Tyle, że on zupełnie odwrotnie.
Po chwili usłyszałam jak, coś szeleści liśćmi drzewa stojącego zaraz obok mojego balkonu. Z początku myślałam, że to wiatr. Lecz gdy usłyszałam łomot, jakby ktoś spadł postanowiłam podejść do okna i zobaczyć o co chodzi. Przez okno zobaczyłam Leona siedzącego na gałęzi drzewa. Stałam jak sparaliżowana. Machnął ręką w taki sposób, abym otworzyła drzwi balkonowe. Wykonałam tą czynność.
- Co ty tu robisz?! Zaraz mama cię zobaczy i jestem uziemiona na całe życie! - powiedziałam cicho. Ten nic nie opowiedział tylko przeskoczył przez barierkę mojego balkonu.
- Chciałem... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Ciiiiiicho! - zasyczałam - nie chce żeby mama się zorientowała, że tu jesteś! - oznajmiłam. I pociągnęłam go za rękę do mojego pokoju.
- Chciałem cię przeprosić... Nie chciałem, żeby dzisiaj tak wyszło. Nie chciałem żebyś uznała że cię podrywam. To w ogóle nie miało tak wyglądać... - tłumaczył się.



- No dobrze - odpowiedziałam rozglądając się nerwowo po pokoju. Po chwili usłyszałam jakieś kroku, zbliżające się do mojego pokoju.
- To mama!! - przestraszyłam się.
- Masz miejsce pod łóżkiem? - zapytał.
- Tak - w moich oczach prawie pojawiały się łzy. Leon szybko wszedł pod łóżko, a po chwili do mojego pokoju weszła mama.
- Co tutaj takie hałasy były? - zapytała.
- Nic mamo, trochę sprzątałam - skłamałam. Ta tylko spiorunowała mnie wzrokiem i wyszła z pokoju. Wyjrzałam z pokoju, w celu upewnienia się że mama już poszła.
- Już! - powiedziałam, zaglądając pod łóżko.
- Swoją drogą... - zaczął - mogłabyś trochę sprzątnąć pod tym łóżkiem - zaśmiał się.
- Tak, tak. Masz jeszcze jakieś uwagi? - zapytałam, rzucając w niego pluszowym miśkiem.
- Hmmmm, łóżko stoi pod kątem 89 stopni, a żeby noc była udana musi ono stać po kątem 90 stopni. I może dlatego też, jesteś taką zrzędą... bo się nie wysypiasz - pokazał mi język.
- Nara! - warknęłam 'wypychając' go z pokoju.
- Tak traktujesz swoich gości? - zapytałem, stawiając mi opór.
- Nieproszonych? Tak - zażartowałam.
- A może ja mam ochotę jeszcze tutaj posiedzieć? - wymsknął mi się i z powrotem zaczął chodzić po moim pokoju w to i we w to. Westchnęłam bezsilnie.
- Co ty byś chciał to mnie mało obchodzi, drogi kolego - oparłam ręce na biodrach. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk komórki.
- To mój - powiedział Leon.
- Odbierz to, bo zaraz moja mama usłyszy! Odebrał. Po 3 minutach rozmowy, rozłączył się.
- Muszę lecieć. Paa - powiedział, kierując się w stronę balkonu.
- Uważaj, żeby moja mama cię nie zobaczyła - uprzedziłam go.
- Spoko! - odkrzyknął i zniknął za krzakami...

**************************************************
Witajcie! Na początku chciałam Was bardzo przeprosić w imieniu swoim i siostry, za to że rozdziału nie było przez tak długi czas. Przepraszam... Ostatnio miałam egzaminy gimnazjalne i skupiłam się wyłącznie na tym, by je dobrze napisać. Ale wróciłam i już nie zamierzam odchodzić. Mam nadzieję, że przez te 2 tygodnie nas nie opuściliście i dalej macie ochotę czytać nasze rozdziały. Moi Drodzy, chciałam Was od razu uprzedzić że od dnia dzisiejszego rozdziały będą pojawiały się regularnie co tydzień w każdą sobotę lub w niedzielę. Ewentualnie jeśli będzie taka możliwość częściej, ale to pewnie dopiero w wakacje. Jeżeli będą jakieś komplikacje, mianowicie rozdziału nie będę mogła opublikować wcześniej oczywiście was o tym poinformuję z pewnym wyprzedzeniem. Na chwilę obecną dziękuję, za wszystkie wyświetlenia i komentarze którymi obdarowaliście nas do dnia dzisiejszego. Jesteście kochani ;). Mamy nadzieję, że liczba komentarzy i wyświetleń będzie się co raz bardziej zwiększać :D... Dziękuję jeszcze raz :*

Buziaczki :*

sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 2

*Violetta*
Udaliśmy się w kierunku parku. Wolnym krokiem doszliśmy do najbliższej ławki na której usiedliśmy.
- No to zaczynaj - powiedział Leon
- A co chcesz wiedzieć?
- Najlepiej wszystko - puścił do mnie uwodzicielsko oczko - skoro jesteś tu nowa to znaczy, że coś musiało cię zmotywować do zmiany szkoły, prawda?
- Moja mama od czasu kiedy ojciec zostawił nas dla innej kobiety nie mogła się pozbierać. Co chwila się przeprowadzamy. Uważa, że takie ciągłe zmienianie miejsca będzie dla mnie korzystne, choć ja wcale tak nie uważam - opowiadałam patrząc na swoje różowe paznokcie. Leon z uwagą mi się przyglądał.
- Korzystne ciągłe zmienianie miejsca? - zdziwił się.
- Według mojej mamy tak. Zawsze była wobec mnie wymagająca. Nigdy nie pozwalała umawiać mi się z chłopakami, wyjść na jakieś nocne imprezy, tylko ciągle książki, książki i książki. Z jednej strony ją rozumiem bo stara się mnie wychować na porządnych ludzi, ale chciałabym mieć choć troszkę luzu, chociażby w weekend - powiedziałam załamanym tonem głosu, nadal wbijając wzrok w paznokcie.
- Zupełnie na nic ci nie pozwala?!
- Zupełnie - potwierdziłam
- U mnie zupełne przeciwieństwo. Rodzice w ogóle się mną nie interesują - powiedział załamanym głosem - a właściwie to co się stało z twoim tatą?
- Mama mi opowiadała że był okropnym człowiekiem. Zostawił nas dla innej kobiety i nigdy się nie odzywał. Nie próbował mnie odnaleźć, poznać... nic. Nie pamiętam go nawet bo mama była ze mną w ciąży jak od nas odszedł. Powiedz teraz ty coś o sobie - uśmiechnęłam się.
- Cóż... mieszkam w domu. Można powiedzieć że zupełnie pustym, dużym domu bo nigdy nikogo oprócz mnie tam nie ma. Rodzice wracają późno w nocy. Nigdy nie rozmawiamy. Pracują nawet w weekendy. Mają dużą firmę i to właśnie w niej przesiadują całymi dniami - żalił się. Chętnie i z uwagą go słuchałam. Wydawało mi się że jest taki pewny siebie, rasowy podrywacz tylko na zewnątrz. A w środku jest to delikatny, czuły 18-latek, który nie może liczyć na wsparcie rodziców. Nie mówię tak dosłownie, bo skoro mają swoją firmę muszą zarabiać kupę kasy, ale przecież pieniądze to nie wszystko.
- Wygląda na to że jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami - powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Chyba na to wychodzi - odparł.
***parę godzin później***
*Leon*
- Kurde. Tak się zagadaliśmy że nie zwróciliśmy uwagi na czas. Jest za piętnaście osiemnasta! - powiedziałem.
- Co takiego?! - wzdrygnęła się Violetta - muszę iść. Już nie żyje - panikowała.
- Chodź Cię odwiozę - zaproponowałem.
- Dziękuję Ci ale nie. Moja mama....
- Tak wiem! Twoja mama nie będzie zadowolona że Cię odwiozłem bla, bla, bla. Ale jeśli dowie się ze miałaś wypadek, na pewno potraktuje to ze Cię odwiozłem ulgowo - protestowałem.
- Nie znasz jej. Ona jest...
- Violu! - kolejny raz jej przerwałem. Juz dalej nie prostestowała. Zgodziła się. Wróciliśmy na teren szkoły, gdzie stał mój sprzęt.
- Wsiadaj - wskazałem na czerwono-czarny motor.
- Tym?!
- No opowiadałem Ci że jeżdżę
- Ale nie sądziłam że do szkoły też. Nie pojadę tym. Ja chce żyć! - patrzyła na mnie mroźnym wzrokiem.
- Ale Ty jesteś uparta! O mój Boże! Wsiadaj i nie marudź! - delikatnie przesunalem ja bliżej motoru. Nie miała wyjścia. Podała mi adres gdzie mam jechać. Powiedziałem, aby objęła mnie w pasie po czym ruszyliśmy w stronę wyznaczonego miejsca. Po upływie kilku minut byliśmy na miejscu. Zsiadlem z motoru i pomoglem wykonać ta sama czynność dziewczynie. Wyglądała na bardzo zestresowana. Nagle z domu wychodzi jej mama.
- Dzień dobry - powiedziałem. Kobieta o ciemnych włosach najwyraźniej nie zwróciła uwagi na moje słowa.
- Gdzie Ty się podziewalas tyle czasu?! Dzwonili ze szkoły. Nie byłaś dzisiaj na lekcjach!! Co to ma byc za zachowanie?! - zaczęła się drzec na bezbronna krucha dziewczyne stojąca tuż obok mnie.
- Mamo ja... - zaczęła.
- Pozwoli Pani, że ja to wyjaśnię. Viola dzisiaj... - przerwała mi.
- Ty się nie odzywaj! - warknęła. Violetta mówiła ze jest wymagająca wobec niej ale nie sądziłem ze az do tego stopnia.
- Mamo, pozwól mi...
- Zamilknij! Marsz do domu! - spiorunowala ja wzrokiem. Chciałbym jakoś jej pomóc, bo to też moja wina z tą dzisiejszą akcja. Ale w tym momencie można było liczyć jedynie na dobrą wrozke...

Nagle zauważyłem jak światło w dużym oknie na dole się zapalilo. Weszła tam jej mama a zaraz za nią Violetta. Może nie wypada, ale przyglądałem się ich 'rozmowie' z uwagą. Jej mama cały czas krzyczała jakby co najmniej zabiła człowieka. Wzruszylem ramionami i postanowiłem wrócić do domu. W domu była mama, ale nawet nie zauważyła jak wszedłem, więc skierowałem się w stronę mojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko i wgapiając się w sufit przeanalizowalem cały dzisiejszy dzień. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
*Następny dzien*
Budzik zadzwoni o 7:30, jak zawsze. Promienie słońca wpadajace przez okno delikatnie muskaly moja twarz. Przetarłem oczy, po czym usiadłem na łóżku. Postanowiłem więc odwiedzić łazienkę i wykonać wszystkie poranne czynności. Rozebralem się i wszedłem do kabiny prysznicowej. Odkreciłem kurek, a strumień letniej wody zaczął spływać po moim ciele. Uwielbiam te poranne prysznice. Namydlilem ciało żelem pod prysznic, który miał zapach nie pozwalający dziewczynom przejść obok mnie obojętnie. Pozostałą pianę spłukałem. Owinalem się ręcznikiem w pasie i zacząłem układać włosy. Kiedy były już perfekcyjnie ułożone włożyłem na siebie wczesniej przygotowane ubranie. Na koniec popsikałem się perfumami i wyszedlem z łazienki. Nalalem sobie kawę do szklanki po czym upilem z niej łyk i wolnym krokiem szedłem do szkoly. Na miejscu byłem po upływie kilkunastu minut. Udałem się pod klasę i przywitalem się ze wszystkimi.
- Dlaczego Cię wczoraj nie było, stary? - zaptal Federico.
- Siła wyższa - odpowiedziałem tajemniczo.
- Spójrz - wskazał na dziewczynę stojącą przy szafce oddalona o jakieś 4 metry od nas - nowa dziewczyna w naszej klasie. Nieźle sztuka - oznajmił wlepiając wzrok w nieznajoma. Gdy się odwróciła w naszą stronę od razu poznałem ja. Violetta!!
- Ona będzie w naszej klasie?! - zatkało mnie.
- No. Co Cię tak zdziwiło?!
- Eeeee... poznaliśmy się wczoraj przez przypadek - odpowiedziałem nie wglebiajac się w szczegóły. Nagle usłyszałem dzwonek na lekcje. Nasza wychowawczyni szła w stronę klasy patrząc na mnie wzrokiem jakby miała zamiar mnie zaraz zabić. Po wejściu do klasy zająłem miejsce wraz z Federico na samym końcu klasy.
- Przedstawiam Wam waszą nową koleżankę - Violetta Castillo. Od dzisiaj będzie chodzić z wami do klasy. Mam nadzieję ze pokazecie jej szkole aby mogła się tutaj jakoś zadomowic. A tak przy okazji to poproszę Ciebie, Violetto i Leona o pozostanie w klasie na przerwie. Mamy do omówienie pewna kwestię. Mam nadzieję ze wiecie o co chodzi - spiorunowala mnie wzrokiem, a po chwili Violette. Drobna szatynka niepewnie kiwnela głowa i usiadła w pierwszej wolnej ławce. Na szczęście matematyka z naszą wychowawczynią jakoś minęła. Ciężko, ale minęła. Miałem nadzieję ze uda mi się wymsknac z sali tak, abym nie musiał zostawać na przerwie za byle ucieczkę z lekcji ale jednak się nie udało.
- Leonie! Zapraszam tutaj do mnie do biurka - wskazala na krzesło - Violetto! Ty rowniez. Wiecie dlaczego tutaj jesteście? - zapytała licząc na odpowiedź. Ale my milczelismy jakbysmy zapomnieli języków z domu - W takim razie ja wam powiem! Wiecie co grozi za ucieczkę z lekcji?
Oboje patrzylismy na nią przerazonym wzrokiem.
- Otóż... grożą wam punkty minusowe, ale mogę pójść na kompromis. Dzisiaj zostaniecie po lekcjach i idealnie wysprzatacie mi ta sale.
- Dobrze, proszę Pani - powiedziała Violetta.
- Sprzątanie? Po lekcjach? - mówiłem blagajacym o litość głosem. Smith patrzyła na mnie zabijajacym wzrokiem.
- No dobrze, zgoda - odparlem znudzony.
Wyszliśmy z sali gdzie czekał na mnie mój przyjaciel.
- I co? - zapytał.
- Mam sprzątać po lekcjach - odparlem.
- A punkty?
- W zamian za sprzątanie
- Violetta też? - zapytał.
- Taa
- Ty się ciesz! Taka okazja nie zdąża sie często - powiedział z tym chytrym usmieszkiem na twarzy.
- To nie jest taka zwykła dziewczyna, jakie podrywalismy wcześniej. Uwielbia książki i jest typowa kobieta, która kocha się uczyć, czyli kompletne przeciwniestwo mnie. Do niej podbijać nie będę. Trzeba znaleźć inny cel - oznajmilem spoglądając na tyłek laski przechodzącej zaraz niedaleko nas.
- Jak uważasz, stary.



*********************************
No i mamy dwójeczke. Jak wam się podoba rozdzial? Nie zwalilysmy go? Haha to ciekawe, bo znów zaczynamy zbaczac z tego co zamierzalysmy pisac  i zmieniamy. No ale już chyba taka nasza natura i ciężko będzie to przezwyciężyć . Dziękujemy wam za wszystkie komentarze. Nie sadzilysmy ze w tak krótkim czasie zdołamy zdobyć tyle wyświetleń i komentarzy. Dziękujemy jeszcze raz . Każde słowo, każdy komentarz znaczy dla nas bardzo dużo, jeżeli przeczytacie rozdział, to skomentujcie choć jednym słowem  dla was to jedno słowo napisane w 3 sekundy a dla nas znaczy tak wiele. Jeszcze raz dziękujemy ze jesteście z nami ❤❤
Ps. Next powinien pojawić się w piątek 
Buziaczki 

czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 1

*Violetta*

Mam na imię Violetta, mam 18 lat i właśnie idę do klasy 3 liceum. Tak wiem, w tym roku matura, ale jakoś nie przyjmuje tego zbytnio do wiadomości. Wraz z mamą często się przeprowadzamy, dlatego też za każdym razem zmieniam szkołę. Mój ojciec, hm... co tu dużo mówić? Mama opowiedziała mi, że zostawił nas dla innej kobiety jak była ze mną w ciąży. Ale nie ważne. To już przeszłość. Moja mama jest wobec mnie bardzo wymagająca, ale sądzę, że to dlatego że chce wychować mnie na porządnych ludzi. Wydaje mi się, że jestem osobą poukładaną i skromną. Moją pasją jest czytanie książek. Nauka jest dla mnie najważniejsza. Za każdym razem, bardzo denerwuję się przed pójściem do nowej szkoły, lecz tym razem było troszkę inaczej...

*Leon*

Mam na imię Leon, mam 18 lat i w tym roku będę zdawać maturę, co oznacza że idę właśnie do 3 klasy liceum. Moją pasją jest motocross. Uwielbiam motory. Gdy jeżdżę, czuję się wolny i zapominam o codziennym życiu. Moi rodzice mają kancelarię adwokacką, gdzie spędzają każdą wolną chwilę. Uwielbiam też nocne imprezy. Ta muzyka, kumple, alkohol... Wiem, że nie jest to dobre zachowanie, ale ja po prostu tak mam. Gdy się do czegoś przyzwyczaję, trudno mi to przezwyciężyć i to właśnie moja wada. Kumple uważają mnie za rasowego podrywacza. Może to i prawda w pewnym sensie, ale umiem zwalczyć kiedy tylko chcę. Należę do osób, które łatwo się nie poddają i do końca walczą o swoje. Uwielbiam tajemnicze dziewczyny. Zapomniałem też wspomnieć o szkole... - tak, wiem. Nie jest to moja mocna strona, ale staram się jak mogę. Wracając do tematu to mam wrażenie, że ten rok szkolny przyniesie wiele tajemnic...

*Violetta*

***Właśnie skończyły się wakacje... ***

Z samego rana natrętny budzik ciągle i nie daje mi spokoju. No nic, czas ruszać do szkoły. Założyłam białe rurki i różową lekką koszulkę na krótki rękaw.Wykonałam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół. Na stole stała przygotowana poranna kawa z mlekiem. Chwyciłam czajnik z czarną plastikową rączką po czym delikatnie przechyliłam naczynie. Gorący napój delikatnie wlewał się do filiżanki a ja uważnie przyglądałam się tej czynności. Moje myśli powędrowały w kierunku "jak będzie wyglądał pierwszy dzień w nowej szkole". Po upiciu jednego łyka kawy spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 8:20. Jeżeli za sekundę nie wyjdę z domu to się spóźnię! Zebrałam wszystkie potrzebne rzeczy, założyłam moje białe conversy i wybiegłam z domu jak oparzona. Przed domem spotkałam mamę.
- Pierwszy dzień szkoły i już będziesz spóźniona... - powiedziała złowrogo patrząc w moim kierunku
- Przepraszam mamo. Jak wrócę to porozmawiamy. Spieszę się - powiedziałam szybko biegnąc w kierunku furtki. Po drugiej stronie ulicy na podwórku stał mój sąsiad - Roger.
- Hej Violu! - krzyknął, trzymając w rekach jakieś grabie
- Hej Roger. Strasznie się spieszę. Odezwę się później - krzyknęłam patrząc w kierunku przyjaciela
- Zaczekaj! - wołał mnie, Przewróciłam teatralnie oczami, ale musiałam się zatrzymać.
- Tak? - odwróciłam się
- Dałabyś się zaprosić na jakieś ciastko do kawiarni? - zapytał ze spojrzeniem małego szczeniaczka. Jeszcze tylko tego mi brakowało. Owszem, lubiłam z nim rozmawiać i w ogóle, ale nic do niego nie czuje i na tym poprzestańmy.
- Roger, wybacz ale już ci tłumaczyłam... Nie mam teraz kiedy umawiać się z facetami. Przede mną matura, nauka - nie mogę. Przepraszam cię - powiedziałam. Nie mam ochoty się z nim umawiać a poza tym moja mama nigdy by się nie zgodziła na randki z chłopakami. W sumie to już jestem przyzwyczajona do takiego życia.
- Muszę już lecieć. Na razie - pożegnałam się i pobiegłam jak najszybciej w stronę szkoły. Mój telefon wskazywał godzinę 8:38. Cholera no, już jestem spóźniona. I to pierwszy dzień w NOWEJ, podkreślam NOWEJ szkole. Nienawidzę się spóźniać. Wcześniej mi się to nie zdarzało. W końcu dobiegłam do szkoły. Na placu już było pusto. Ile tylko sił biegłam w kierunku drzwi wejściowych. Niestety! Pech chciał żebym akurat w tym momencie się potknęła i to akurat na ostatnim schodku. "Błagam, nie teraz!" krzyknęłam odruchowo łapiąc się za bolącą kostkę. W pewnym momencie chłopak o ciemnych kasztanowych włosach i niesamowicie powalających zielonych oczach podbiegł do mnie. Wyglądał na osobę, która się mocno spieszyła. Domyślam się że również na lekcje.
- Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - zapytał kucając zaraz przy mnie
- Wszystko dobrze, tylko trochę boli mnie noga - powiedziałam dalej trzymając rękę na nodze, marszcząc przy tym czoło.
- Chodź! Nie można tego tak zostawić - powiedział po czym chwycił moją rękę zawieszając ją przez swoje ramię i podnosząc do góry.



- Daj spokój... nic mi nie jest - powiedziałam mając nadzieję, że mnie puści
- Oszalałaś? To powinien zobaczyć lekarz, ale najpierw pójdziemy do pielęgniarki - powiedział stanowczo nieznajomy. Zamilkłam. Nie odzywałam się od tamtej pory w ogóle. Gabinet pielęgniarki najwyraźniej znajdował się na drugim piętrze bo chłopak skierował się ze mną w stronę schodów. Czułam się skrępowana całą tą sytuacją. Nim się spostrzegłam weszliśmy do dość sporego białego gabinetu.
- Pani Aniu przyniosłem tutaj taką sierotkę, która przewróciła się na schodach - powiedział do ślicznej młodej kobiety. Wyglądała na ok. 38 lat.
- Posadź ją na łóżku - wskazała na pokryte zielonym materiałem skórzane, lekarskie łóżko.
- Co się stało? - zapytała.
- Szłam po schodach i potknęłam się - odpowiedziałam.
- Zaraz ją obejrzę tylko powiedz mi tylko czy jesteś uczennicą naszej szkoły? - zadała kolejne pytanie.
- Właściwie to dzisiaj miał być mój pierwszy dzień w tej szkole - powiedziałam, zgodnie z prawdą.
- W porządku. A ty Leon - zwróciła się do chłopaka - nie powinieneś być na lekcji?
- I tak jestem spóźniony, nie pójdę na lekcję, bo moja wychowawczyni mnie zabije - odpowiedział.
- Leon idź na lekcję, bo dyrektor mnie zabije jak się dowie, że nie odesłałam Cię na lekcję! - powiedziała ostrzej. Z uwagą przyglądałam się tej rozmowie aż w końcu postanowiłam się odezwać:
- Idź Leon. Poradzę sobie. Dziękuję Ci za wszystko jeszcze raz
- Nie zostawię Cię dopóki nie upewnię się, że wszystko jest dobrze - odpowiedział. Westchnęłam.
- Ale jesteś już i tak spóźniony, a jest pierwszy dzień szkoły dopiero - powiedziałam
- To zróbmy tak... pani nas nie wyda - spojrzał się na kobietę z zażenowaną miną - a my dzisiaj nie pójdziemy do szkoły bo nas zabiją!
- Co to to nie! Jeżeli moja mama dowie się, że nie poszłam na lekcje to mnie podwójnie zabije! - oznajmiłam
- No prooooszę! - błagał. Wraz z 38-letnią kobietą spojrzałyśmy się na siebie w tym samym czasie,
- No w sumie to i racja. Nie idźcie już na lekcje bo was zabiją, a ja obiecuje że nie wydam was - puściła do nas oczko.
- Jest pani najlepsza na świecie - pocałował ją w policzek. Chyba musi ją bardzo lubić jako pielęgniarkę oczywiście. Kobieta nachyliła się nad moją nogą i dokładnie sprawdziła moją kostkę. Miała idealnie wypielęgnowane dłonie i długie czerwone paznokcie. Gołym okiem widać że jej twarz pokryta jest dużą warstwą ciemnego fluidu. Wyglądała niczym z solarium. Jej włosy przybrały kolor ombre w wyniku padającego na nie światła słonecznego.
- Wydaje mi się, że to nic poważnego. Zwykłe skręcenie. Ale na wszelki wypadek idź z tym do lekarza - powiedziała.
- Dziękuję - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy spowodowanym zdrową kostką - Oczywiście pójdę.
- Uważajcie na siebie - powiedziała gdy wychodziliśmy z gabinetu. Leon zamknął za nami białe drzwi i skupił swój wzrok na mnie.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytałam z lekkim uśmiechem na twarz i zarumienionymi policzkami.
- Nic, nic - odpowiedział lekko skrępowany.
- A więc jesteś Leon... - zaczęłam rozmowę.
- Tak - zaśmiał się - A ty?
- Violetta - odpowiedziałam
- Śliczne imię dla ślicznej dziewczyny - odpowiedział uwodzicielskim głosem.
- Daj spokój...
- To chodź do mnie - wyciągnął ręce w moim kierunku.
- Po co? - zdziwiłam się.
- Nie zejdziesz sierotko po schodach sama - i znów ten uwodzicielski ton głosu.
- Poradzę sobie - powiedziałam próbując zakryć rumieńce na twarzy. Tak wiem, mam z nimi spooory problem.
- Pffff skoro nie chcesz to nie - odpowiedział i zszedł na dół. Ja próbowałam zacząć stąpać po ziemi skręconą nogą, ale było to ciężkie i mimo iż tak bardzo nie chciałam, musiałam go zawołać.
- No dobra! Potrzebuję pomocy, Leon! - powiedziałam z ciężkim sercem.
- Wiedziałem! - odpowiedział pewny siebie. Podszedł do mnie i wziął w ten sam sposób co poprzednio. Jego perfumy były takie śliczne, że zatopiłam się w nich i nie wiedziałam o istniejącym świecie. Kiedy się ocknęłam byliśmy już na dole.
- Dasz radę już sama? - zapytał.
- Jasne. Dziękuję - chłopak tym razem wskazał na swój policzek. Gest ten miał oznaczać, że chciał dostać buziaka za pomoc.
- Pffff chyba śnisz - odpowiedziałam i odwróciłam się. Następnie żwawo jak na moją chorą nogę szłam przed siebie - A tak na poważnie teraz...
- Tak?
- Po Twoim zachowaniu domyślam się, że Twoje hobby to podrywanie dziewczyn?
- Oooo nie! Rozgryzłaś mnie - powiedział śmiejąc się przy tym.
- Ja do godziny 15 nie wracam do domu, bo jeśli wrócę to mama mnie zabije - powiedziałam z miną zbitego psa.
- Właśnie! Miałem się zapytać... Aż tak surową masz mamę? - zdziwił się,
- I to jeszcze jak! - odpowiedziałam. Nie bardzo mam ochotę mówić o tym, ale nie mogę mu tego powiedzieć - nie chcę.
- Opowiesz mi coś osobie? Skoro mamy tyle czasu to trzeba znaleźć jakiś wspólny temat.
- O mnie? Nie za wiele ciekawych rzeczy o mnie możesz wiedzieć, ale skoro chcesz wiedzieć to w porządku, ale chodźmy gdzieś usiąść bo mnie boli noga - powiedziałam.
- W porządku - odpowiedział.

Leon uznał, że najlepszym miejscem na wyciszenie i normalną rozmowę jest najbliższy park. W związku z tym udaliśmy się w tamtym kierunku...

****************************************************
Witamy Was bardzo serdecznie pod pierwszym rozdziałem a zarazem prologiem! Mamy nadzieję, że rozdział Wam się podoba. Chcemy podkreślić, że wbrew pozorom Violetta i Leon nie będą razem tak szybko. Czekają ich różne przeszkody, wyzwania i .... tajemnice! Czekamy na komentarze :*

Buziaczki :*



niedziela, 20 marca 2016

Kilka słów o nas... 😊

Witamy Was bardzo serdecznie na naszym blogu, który jest opowiadaniem o znanej Wam parze z serialu Disneya pt. "Violetta", mianowicie o Violetcie i Leonie. Mam na imię Natalka i wraz z moją siostrą - Patrycja, zamierzamy prowadzić tego bloga. Mamy po 16 lat i chodzimy do klasy 3 gimnazjum. Naszą pasją jest właśnie pisanie opowiadań, ale znaleźć czas by nasze wypociny były godne przeczytania, nie jest łatwo. Przyznamy się, iż prowadzilysmy bloga o tej samej tematyce już wcześniej ale te opowiadania nie były zbytnio ciekawe. Ostatnio wzięłam się za czytanie tego opowiadania od początku i powiem że było ono wręcz żałosne hahah. Prawde mówiąc to na wczesniejsze opowiadanie miałyśmy ułożona fabułę, ale w ogóle z niej nie korzystalysmy (haha) tylko wszystkie akcje i sytuację były wymyslane na gorąco. Teraz zamierzamy trzymać się planu, a wszystkie pomysły, które przyjadą nam do głowy w trakcie pisania będziemy układać do planu jako 'następny punkt'. Ale to tak na marginesie. Moim hobby jest czytanie książek, ale nie takich naukowych, tylko bardziej romanse ❤ uwielbiam je. Kochani, bardzo zależy nam na tym, aby pod każdym postem znalazło się choć kilka komentarzy, abyśmy miały motywację na pisanie dalej 😉. Mamy nadzieję, ze nasze opowiadanie nie zanudzi Was na śmierć i będziecie mieli ochotę czytać jr regularnie 😊. Rozdział pierwszy postaramy się dodać jak najszybciej.

Buziaczki 😙